Wanda Wieloch- Borkowska

Przedstawiam Wam fragment wywiadu z Wandą Wieloch-Borkowską – dyplomowaną terapeutką, coachem i  praktykującą bioenergoterapeutką. Wanda Wieloch – Borkowska jest absolwentką Instytutu Terapii Systemowej “Family Affair” w Bremie, gdzie uczyła się od Heiko Hinrichsa i Szkoły Profesjonalnego Coachingu Leszka Zawłockiego. Prywatnie jest mamą 24-letniego syna. Mieszka w Krakowie.

Wandę poznałam jak to zwykle bywa przypadkiem – nie przypadkiem. Było to latem 2012 roku. Ja wtedy pomieszkiwałam w zaprzyjaźnionym centrum jogi kundalini przy ulicy Stradomskiej w Krakowie, a Wanda prowadziła tam warsztaty ustawień rodzinnych Hellingera.  Metoda Hellingera wydawała mi się zawsze ciekawa, ale zbyt trudna i emocjonalna, bym sama zdecydowała się z niej skorzystać. Jednak pewnego dnia Wanda zaprosiła mnie do uczestniczenia w zajęciach i z marszu poczułam, że chcę spróbować. A to dzięki wyważonemu podejściu Wandy. Ona mówi prawdę prosto w oczy i podczas ustawień nie pozwala na emocjonowanie się czy szukanie dziury w całym. Jej podejście jest przyjazne i wymagające jednocześnie. Skupiamy się, czujemy siebie, jesteśmy – i pracujemy. Proste? Zapraszam do lektury fragmentu wywiadu.

Gdybyś popatrzyła na swoje dotychczasowe życie jak na drogę, to jakie momenty wyróżniłabyś?

Gdy patrzy się wstecz, to każde z wydarzeń prowadzi nas do miejsca, w którym teraz jesteśmy. Więc mogłabym powiedzieć, że wyjście za mąż i nie dostanie się na studia medyczne również mnie doprowadziły do dnia dzisiejszego. Wydaje mi się, że bardzo ważnym momentem było zaczęcie nauki bioenergoterapii, drugim bardzo ważnym – ustawienia Hellingera. Patrząc wstecz można odnieść wrażenie, że ta droga była bardzo prosta. Natomiast jak patrzę w drugą stronę i chce powiedzieć, jaka ona będzie dalej, to już nie jawi się jako prosta i nie widzę jej do końca , nie widzę jej celu. . W najlepszym wypadku wydaje się, że tam za mgłą coś widać. Przynajmniej ja tak mam.

To znaczy, że wszystko w naszym życiu było sensowne, miało swoje miejsce?

Tak, bo jak patrzysz wstecz, to widzisz klarowną zależnośćt: przyczyna, skutek i jesteśmy w obecnym miejscu. Natomiast w momencie, kiedy te rzeczy się działy, nie miałam takiego wrażenia, że to mnie prowadzi w jakimś kierunku. Wręcz przeciwnie. Ukończyłam studia techniczne, więc wydawałoby się to całkiem nielogiczne, prawda? Ale dzisiaj, widzę, że skończyłam takie studia po to, żeby doskonale znaleźć się w tym, co teraz robię. Bo ustawienia Hellingera i bioenergoterapia okazują się mieć bardzo dużo wspólnego z fizyką, czyli z nauką typowo techniczną. (…) To były takie dwa milowe kamienie, które zdecydowanie zmieniły moje życie. Pójście na kurs bioenergoterapii sprawiło, że całkowicie się ukierunkowałam w tę stronę. Będąc na kursie masz możliwość zobaczenia się na tle innych, którzy również się zajmują tą samą pracą co ty. I wtedy doświadczasz innych i świata w podobny sposób, nie jawi się to jako co najmniej „dziwne”, zaczynasz ufać sobie bardziej albo mniej. Mnie akurat spotkało to szczęście, że bardziej. I przy tym już zostałam. Więc zdecydowanie zmieniło to moje życie. Drugi kamień milowy to była Szkoła Ustawien wg metody Berta Hellingera- Family Affair.  Ustawienia dają całkiem inny od potocznego obraz tego, co dzieje się w naszym życiu, co dzieje się wokół nas, co dzieje się w życiu innych ludzi i w naszych relacjach z nimi.

Czy na kursach zaczęłaś porządkować swoje sprawy?

Porządkujemy całe życie. Jest pewne określenie, które usłyszałam od osoby bardzo mi bliskiej. W ferworze jakiejś dyskusji padło z mojej strony: – „Muszę to przemyśleć i zrobić sobie porządek”. Na co odpowiedział: – „Aha, kolejny bałagan”. Ja zbuntowana: – „No jakżeż bałagan, przecież ja chcę to uporządkować”. – „No tak, kolejny bałagan”. Moja reakcja była taka sama jak twoja, czyli podniesienie brwi, o co mu chodzi? Natomiast po pewnym czasie doszłam do wniosku, że nareszcie to złapałam.

My przez całe życie robimy kolejne porządki. A one po pewnym czasie staję się kolejnym bałaganem, który znów chcemy uporządkować kolejnym porządkiem. Bez przerwy robimy kolejne bałagany. I tak wygląda nasze życie.

Może w pewnym momencie opamiętamy się – albo i nie – za pięć dwunasta, popatrzymy do tyłu i dojdziemy do wniosku, że zrobiliśmy porządek albo pozostał kolejny bałagan.

Czy to znaczy, że jak zaczynamy coś porządkować, to tak naprawdę nie mamy wcale wcale pojęcia, co sami robimy i tylko szykujemy sobie jeszcze większy raban?

Nie zrozumiałyśmy się. Zawsze robimy porządek według stanu świadomości na ten moment. Zmienia nam się świadomość, dochodzimy do wniosku, że jednak to był bałagan. Inna jest przecież świadomość dziecka, które ma dwanaście lat i robi sobie porządek w swoim świecie nastolatka. Ale patrząc na ten porządek w wieku lat trzydziestu pięciu stwierdza, że no nie, wtedy nie do końca wiedziałem co robię, co jest dla mnie ważne. Z nowego poziomu świadomości wygląda to na bałagan, ale z poziomu dwunastolatka jest super porządkiem.

Czyli samo życie jest rozwojem?

Dlaczegóż by nie? Bez względu na to, co robisz, czy chodzisz do kościoła czy nie, czy ćwiczysz jogę czy nie, czy po prostu masz parntera i dzieci, to są super doświadczenia. Bo dzieki nimi rośniemy. 

Różne doświadczenia, chociażby relacje z bliskimi, powodują, że zaczynamy lustrować swoje wnętrze, swój sposób myślenia, nasze zachowania. Każde doświadczenie oddziaływuje na nas. To jest joga życia. To nie jest nic innego.

Natomiast ćwicząc jogę w pustelni jesteśmy sami ze sobą, ale czy mamy się o co obijać? W zasadzie nie, więc to super komfortowa sytuacja. Uważam, że pustelnik to jest rewelacyjne rozwiązanie. Zero rachunków, zero obowiazków. Wstaję, o której chcę, chyba że sobie narzucę, że rano, ale to jest moja decyzja. Nie muszę się do niczego i nikogo dostosowywać, jedynie sam do siebie. Przecież to super przyjemność.

Według ciebie prawdziwą szkołą życia są relacje i to niezależnie od tego, czy chcemy się uczyć czy nie, to życie nas do tego zmusza, bo jesteśmy w relacjach.

Jesteśmy istotami społecznymi, mamy w sobie zwierzaka. Zwierzęta są z reguły stadne i my też jesteśmy. Doświadczanie relacji z innymi osobami to jest szkoła jazdy na Ziemi. Dopóki jesteśmy tutaj, mamy pojazd: nasze ciało. Dusza jest nieśmiertelna. Przyszła, dostała ciało. Dusza jest gotowa, ukształtowana zanim zeszła na plan ziemski. Ma tylko nie do końca doskonałe ciało, bo małego dziecka. Ale ona – Dusza już wie, po co przyszła i czego chce.To masze ciało nie wie . Czas, kiedy żyjemy, jest bardzo króciutki. Powiedzmy, że dożywamy siedemdziesięciu lat. Praca świadomego umysłu przez te siedemdziesiąt lat życia to jest góra trzydzieści, czterdzieści lat. Mamy więc tak malutko czasu, żeby zmienić i wnieść coś do zapisiu na twardym dysku naszej Duszy. Bo tylko poprzez ciało możemy wprowadzić zmianę do matrycy Duszy. (…)

Jakie jest twoje podejście do przeżywania emocji?

Jestem normalny śmiertelnik. Też się wkurzam. Jeżeli ktoś miał wyrzucić śmieci i tego nie zrobił, i o tym przypominałam trzy razy i za czwartym razem widzę, że te śmieci są nie wyrzucone, no to nie mam duchowego podejścia do sprawy, tylko po prostu mój dziób się otwiera szerzej [śmiech]. To nie jest tak, że się nie zastanawiam, bo każdy z nas się zastanawia. Każdy z nas ma ten moment, ułamek momentu, gdy widzi swoją reakcję i czasem w nią wchodzi, czasami nie. Niektórzy zwracają na to uwagę, a inni niekoniecznie. To jest ten moment, kiedy przychodzi jakaś energia do nas i my czujemy, że ona nadchodzi. I albo pozwalamy się jej ogarnąć – wtedy dostosowujemy się do tego, jaką informację przyniosła. Albo przepuszczamy ją przez siebie, nadając jej inny ciężar gatunkowy, inną informację. Człowiek jako jedyna istota na Ziemi ma możliwość modyfikacji. Bioenergoterapeuci stosują tę umiejętność, gdy czyszczą jakieś pole z „negatywnych” wibracji. Energia jest przywracana w formie pozytywnej, czyli zachodzi transformacja jednej na drugą. To samo zresztą robi joga. Przychodzimy na zajęcia, jesteśmy nabuzowani, pracujemy, jest to związane z wysiłkiem fizycznym, ale też mentalnym, mamy ten kontakt – niektórzy by powiedzieli – ze swoją duchowością.

Duchowość jest bardzo szerokim określeniem. Idziemy do kościoła i jesteśmy w momencie modlitwy, to też jest duchowość. Ale jeżeli zmywamy naczynia i poświęcamy temu całe swoje ja, to też jest duchowość.

A co z trudnymi emocjami, na przykład, gdy czujemy się zranieni? Jak to zrobić, żeby trudne uczucie stało się jeszcze jednym schodkiem w naszym rozwoju?

To się właśnie porządkuje na ustawieniach Hellingera. Przede wszystkim robimy ustawienie, żeby się czemuś przyjrzeć, co boli, jest trudne. Skontaktować z tym, co” to” zrobiło w moim zyciu -świecie energetycznym. Skąd” to” przypłynęło. Jak ja się z tym mam. I wytrzymać ten moment. Bo ustawienia Hellingera do tego doprowadzają, że mamy kontakt z tym, co nas straszy, boli. To coś nie bez powodu znalazło się w naszym życiu, wobec tego pozwólmy na ten kontakt. Dopiero jak wytrzymamy ten kontakt – to widać na ustawieniach – to wtedy się porządkuje nasze i po tej drugiej stronie – pole energetyczne. Emocja opada. Przestaje nas boleć. Przestaje nas niszczyć. Również energia po drugiej stronie relacji nabiera innych wartości.Lapiemy wtedy kontakt z wszechogarniającym polem JEDNOSCI.

Czyli po prostu bycie w kontakcie z tym, nie uciekanie?

Tak. Bo jeżeli uciekliśmy, to nic z tym nie zrobiliśmy, to dalej istnieje. Jeżeli my czegoś o sobie nie chcemy wiedzieć, bez przerwy mamy z czymś problem, a nie chcemy się temu przyjrzeć, bo się boimy – to” to” dalej istnieje, nic z tym nie zrobiliśmy. Mądre książki piszą, że w ten sposób tylko to się wzmacnia.Także wtedy się wzmacnia, gdy bardzo zajmuje nasze myśli. Proces mentalny jest energotwórczy. Wobec tego my jako jedyne z licznych stworzeń na Ziemi produkujemy energię, myśląc o tym, tamtym. To, czego się boimy, doładowujemy energetycznie. Trudno znaleźć wyjście z tego. Często nasz schemat jest tak silny, że pomimo momentu, gdy jeszcze czujemy, że mamy odrobinę dystansu, znowu wpadamy w stare koleiny. Co tu zrobić? W dalszym ciągu próbujemy. Za każdym razem proces idzie dalej. Czyli za każdym razem mamy dłuższy moment na wybór. Za którymś razem uda nam się wybrać coś pozytywnego, nie wejść w tą starą ścieżkę i wybrać coś pozytywnego. Potem uda nam się częściej wybierać to pozytywne. I w ten sposób tworzymy nową ścieżkę dostępu w niczym innym tylko w naszym świecie neuronów. Tworzenie nowej ścieżki dostępu trwa dwadzieścia jeden dni. Przez dwadzieścia jeden dni czyli trzy tygodnie musi być bodziec powtarzany, żeby utworzył nową ścieżkę. Cały czas, codziennie. Wtedy utworzy się w naszych neuronach nowa ścieżka dostępu, czyli ten pierwotny impuls zostaje zapomniany. Utworzyła się nowa dróżka. To tak jakbyśmy bez przerwy wydeptywali nową ścieżkę. Już nie chodzimy tamtą, tylko chodzimy tą nową. Modyfikują się nasze zachowania. Już nie jesteśmy podatni na starą i idziemy nową dróżką. (…)

Powyższy tekst stanowi stanowi fragment wywiadu przeprowadzonego w sierpniu 2012 roku.



Wywiad poprowadzony i opracowany przez Agnieszkę Narloch.  Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana ani powielana bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właścicielkę praw.
Copyright by Agnieszka Narloch 2016

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s