Basia Baczkura

Basia_BaczkuraDo Basi trafiłam w styczniu 2012 roku w Warszawie na zajęcia kundalini yogi. Ta kobieta chyba na każdym musi robić niesamowite wrażenie. Siła, spokój, zdecydowanie – te męskie aspekty w Basi w cudowny, harmonijny spokój spotykają się z kobiecą miękkością, wrażliwością i miłością, którą ona się ze wszystkimi dzieli.  Dlatego poprosiłam ją o udzielenie mi wywiadu.

Basia Baczkura – prowadzi codzienne zajęcia grupowe Kundalini Yogi, sesje indywidualne i warsztaty Prosperity (zobacz: http://www.adishakti.eu). Współpracuje z Akademią Kobiet Sukcesu i Fundacją Klasa Kobiet. Prowadzi regularne zajęcia Kundalini Yogi oraz treningi “STRESS MANAGEMENT” dla międzynarodowego zespołu pracowników jednego z największych przedsiębiorstw świata. Członikini międzynarodowego zespołu Leadership & Management Kundalini Yoga Training.  Jej “duchowe” imię to Siri Gian Kaur. 

Oto fragmenty wywiadu z Basią, przeprowadzonego przeze mnie w październiku 2012 roku.

W głębokim procesie zmiany

Wyniosłam bardzo dużo lęków z domu. Sama się ograniczałam. Jak coś się mi nie udało, to był koniec świata. Praktyka kundalini jogi sprawiła, że zaczęłam koncentrować uwagę na sobie i na moim wewnętrznym potencjale. I tylko na nim się opierać. Obserwowałam, jak powoli znikają z mojego życia różne gadżety i zabezpieczenia. Takie jak przekonanie, że jeśli chcesz się czuć bezpiecznie, to musisz mieć pracę, stały dochód, musisz mieć pieniądze na koncie. Teraz moje poczucie bezpieczeństwa coraz głębiej leży we mnie samej i nie jest uzależnione ani od pieniędzy, ani od innych osób. Odzyskuję i odnajduję to wszystko, czego potrzebuję w życiu, w samej sobie. To jest proces. Widzę, ile już zrobiłam i widzę, ile jest przede mną do zrobienia. Mam teraz komfort i poczucie bezpieczeństwa, które mogę osadzić w całym wszechświecie. Ostatnio przeczytałam piękne słowa Yogi Bhajana (pierwszy nauczyciel i mistrz kundalini jogi na Zachodzie. Przyp. AN). Mówi on o tym, że jako dzieci opieramy poczucie naszego bezpieczeństwa na rodzicach, ale mamy w sobie taką moc, by jako dorosłe osoby przesunąć to oparcie i rozłożyć je na cały wszechświat. Wszechświat staje się dla nas jak korzeń dla drzewa, takimi silnymi fundamentami.

To, co czuję w sobie, jest niesamowite i bardzo trudne do opisania słowami. Kiedyś, gdy czytałam tego typu rzeczy, to nie była moja prawda. Na poziomie głowy mogłam to rozumieć, ale to nie o to chodzi, żeby to rozumieć. Chodzi o to, żeby żyć tą prawdą. To jest taki poziom głębi, że nie jesteś w stanie opisać słowami tego, co czujesz. Gdy masz tę świadomość, twoim Sat Nam, twoją prawdą staje się to, że cały wszechświat cię wspiera. Obserwujesz w chwilach ciszy, gdzieś na spacerze, [patrząc za okno na gołębie] jak zachowują się na przykład te gołąbki, które nic ze sobą nie mają, żadnej torebeczki z dokumentami, żadnych zakupów, nie mają żadnych pieniędzy. One nie martwią się, czy będą miały dziś co jeść, gdzie spać. One po prostu mają wszystko i żyją tą świadomością. Chodzą sobie beztrosko i cały czas wszechświat coś im daje. Zaobserwuj na przykład drzewa. Bez względu na to, czy świeci słońce, czy jest wichura, one są po prostu takie, jakie są. Gdy wchodzisz w taką refleksję, otwierasz się na to, co natura chce ci powiedzieć. Przyroda przekazuje ci energię i czujesz to w każdej komórce swojego ciała. Umysł się może buntować, bo chce mieć kontrolę, on nie chce, by coś się działo poza nim samym. Umysł próbuje ci udowadniać: „halo, tego, co czujesz, nie ma, bo to nie przyszło przeze mnie”. Ale poziom serca jest już na tyle rozwinięty, że pozwalasz sobie korzystać z jego mocy. Nasza głowa dostrzega, że już nie ma na nas takiego wpływu.

(…)

Zauważyłam, że kundalini joga rozwija pokorę. Sama się obserwuję i zauważam, że kiedyś byłam inna, kiedyś inaczej reagowałam niż dziś. Na przykład jak ktoś przychodzi po zajęciach mi podziękować, to nie ma już we mnie więcej takiego zadowolenia płynącego z ego: „ha, super, zrobiłam fantastyczną robotę, jestem najlepsza”. W kundalini są dwa aspekty: shakti i bhakti. Shakti to ogromna moc, którą jest każda kobieta i którą posiada każdy mężczyzna. Jeśli poczujemy, jak przepływa przez nas ta ogromna moc, to właśnie przyszedł czas na drugi aspekt, bhakti, przyszedł czas na pokorę, na uświadomienie sobie, że to nie jest twoja moc.

(…)

W życiu spotyka cię coś i twój negatywny umysł mówi, że nie dasz sobie rady. Ale jednocześnie jest w nas mądrość. Jeśli nad sobą pracujemy i robimy coś, co serce nam podpowiada, że jest dla nas, wtedy coraz silniej słyszymy głos własnej mądrości. Czasem są tak trudne momenty, że nie jesteś w stanie przez nie przejść i gdzieś to ciebie po prostu rozbija. Trudno jest ci utrzymać neutralny umysł. Negatywny umysł jest zbyt silny. Pojawia się jakaś trauma, jakaś niemoc i jesteś rozłożona.

(…)

Nie mam potrzeby cofania się do poprzednich czasów i rozkopywania, co było ważne, co było mniej ważne. Najważniejszy jest dla mnie obecny moment i to, co mogę dać z siebie sobie i innym. Przełomowym momentem w moim życiu było spotkanie wspaniałego nauczyciela kundalini jogi. Myślę, że moja własna energia zadecydowała o tym, jak potoczyła się moja ścieżka i w którą stronę zmierza. Ja z tego bardzo korzystam i też zaczynają korzystać inne osoby. To jest piękne.

Wciąż jestem w głębokim procesie zmiany. Staram się obserwować z boku, dokąd ten proces mnie prowadzi i jaką mam w nim rolę. Przychodzą kolejne etapy. Czuję, że to nie jest już moja decyzja, tylko mam powiedzieć „tak”. Bo jestem tylko narzędziem, nie mam prawa odmówić, mam się dzielić moim doświadczeniem z każdym, kto będzie chciał się uczyć. Nie wiem, co będzie dalej.

Nadal dotykam tylko małego kawałeczka potencjału, który ma w sobie kundalini yoga. Czasem mam wrażenie, że uczestniczę w jakimś cudzie. Jednocześnie staram się zachować uważność, żeby się na tym nie zawieszać, żeby utrzymywać otwartość i elastyczność. Może jest jeszcze coś innego przede mną.

(…)

Miłość jest mądrością. Ona wie, co ma robić.

Czasem się dziwimy, dlaczego ktoś postępuje tak a nie inaczej. Ale od pewnego etapu mamy już w sobie na tyle dużo akceptacji, że nie włączamy oceny, tylko miłość. Jeżeli wiesz, że wszystko jest miłością bądź wołaniem o miłość, to jeżeli spotykasz człowieka, który nie dba o swoje życie, na przykład jest uzależniony od narkotyków, próbuje cię oszukać, to wiesz, że to wszystko jest wołaniem o miłość. On nie dostał tej miłości kiedyś, może miał trudne dzieciństwo, jakąś traumę. To, co on robi teraz, oznacza, że lepiej nie potafi. Gdyby potrafił lepiej, to by się inaczej zachował. Każdy zachowuje się najlepiej jak potrafi. Jeśli ty masz już trochę wyższą świadomość, to masz wybór. Jak mi kiedyś powiedział mój nauczyciel jogi, wyższa świadomość to jest też wyższa odpowiedzialność. Albo możesz drugą osobę oceniać i tym samym produkować negatywną energię, albo możesz jej nie oceniać i po prostu wysyłać jej miłość. (…) Nie-ocenianie to jest szacunek dla ścieżki każdego człowieka. Bo widocznie dla tej duszy ta lekcja, którą przechodzi, jest najlepszą, jaka może być. To, co my możemy zrobić najlepszego, to nie oceniać tylko  wysyłać miłość. I koniec. Miłość jest mądrością, ona wie, co ma robić. Czasem na przykład chcemy bardzo komuś pomóc i na przykład modlimy się, żeby poszło w jakąś stronę. A to nie o to chodzi.

(…)

W przestrzeni serca

Jak planujesz coś z poziomu głowy, to nawet jak jesteś kreatywna i twórcza, cały czas się ograniczasz do tego, co jest znane twojej głowie, co jest twoim dotychczasowym doświadczeniem. A jeśli robisz to, co potrafisz, najlepiej jak potrafisz i na tym się skupiasz, to wchodzisz w przestrzeń serca. Serce, energia miłości, którą starasz się wkładać w to, co robisz, tak aranżuje twoje życie, że dzieją się zbiegi okoliczności, spotykasz właściwych ludzi, jesteś we właściwym miejscu, dostajesz właściwe propozycje. Rzeczywiście samo to zaczyna się dziać. Obserwuję, jak wygląda mój proces i widzę, że wszystko jest przygotowywaniem mnie do kolejnych etapów. Ja miałam tyle lęków, że nigdy bym nie zrobiła tych wszystkich rzeczy, które teraz jakby same się w moim życiu wydarzają. Z każdym kolejnym krokiem znikały ograniczenia i lęki, a pojawiały się nowe możliwości. Ja bym sobie sama tego nie wymyśliła.

W pewnym momencie poczułam, jak bardzo ważne jest, żeby się zrelaksować. To też samo zaczęło płynąć przeze mnie. Zaczęłam dawać takie komunikaty podczas zajęć: zajmij się teraz oddechem i odprężaj się, puść kontrolę umysłu, zaufaj procesowi, który się dzieje, zaufaj wewnętrznemu przewodnictwu, nie kontroluj tego, puść, odprężaj się i zobacz, co dalej będzie. Ja wiem, że umysł będzie się buntował, powie ci, że jest to nieodpowiedzialne, bo on musi bronić swojego bytu, bo on cały czas chce nami rządzić. Ale jak puszczasz kontrolę umysłu, do głosu zaczyna dochodzić coś więcej.

To jest proces wielowymiarowy. Czasem by się chciało, żeby coś się zadziało, a to nie następuje. W jakichś dziedzinach życia się dzieje, jakoś tam idzie, a w innych nie. Myślisz sobie: już jestem gotowa, już może się to zadziać, a to się jednak nie dzieje. Dla mnie to jest lekcja pokory, że może ja nie wiem najlepiej. Może to jest testowanie mojej ufności, bo skoro zaufałam Bogu, wstaw sobie w to miejsce to, w co wierzysz, to może być Twój Guru, to może być Allah, to może być Uniwersalna Miłość, Wszechświat, Kosmos, cokolwiek. Jeżeli zaufasz Bogu, to jest też taki etap, na którym uczysz się rzeczywiście ufać. Bo co to znaczy ufać? Oddajesz mu jakąś sprawę i jesteś przekonana, że On zrobi to najlepiej dla ciebie i skoro to się teraz nie wydarza, to znaczy, że to jest dla ciebie najlepsze, tylko może ty jeszcze tego nie czujesz. Akceptacja tego jest kolejnym etapem poddania się i zaufania. Mimo, że coś się nie wydarza tak, jakbyś chciała, to Bóg jest cały czas w twoim życiu i cały czas cię prowadzi.

Możesz rozwijać się poprzez szczęście, miłość i rozkosz

Nie zgadzam się, że cierpienie jest formą miłości. Ksiądz Tischner zapytany na łożu śmierci, czy cierpienie uszlachetnia, odpowiedział: nie, nie uszlachetnia. Być może się mylę, ale przeczuwam, że cierpienie jest wymówką, usprawiedliwieniem. Niektórzy by powiedzieli, że cierpienie uszlachetnia, że Bóg doświadcza tylko tych, których kocha. Gówno prawda, przepraszam. Bóg kocha każdego. Są dwie siły, które rządzą naszym życiem: strach i miłość. Jeśli poddajesz się strachowi, to siedzisz cały czas w cierpieniu. Masz wymówki, dlaczego siedzisz w miejscu, dlaczego nic nie robisz ze swoim życiem, dlaczego nie wykorzystujesz swoich talentów: bo to, to i tamto. Jeśli masz schemat cierpiętnictwa, to wybierasz sobie ścieżki i metody rozwoju, które opierają się na cierpiętnictwie. Jeśli przełączasz się na poziom miłości, to zaczynasz doświadczać tego, że możesz rozwijać się przez szczęście, miłość i rozkosz. Szczęście jest naszym prawem z urodzenia.

(…)

Jeśli masz jakiś problem i chcesz go przezwyciężyć, to najbardziej efektywne jest nie gadanie, tylko doświadczanie. Najbardziej transformuje działanie na wszystkich poziomach: na poziomie ciała, umysłu i ducha. Wtedy oczyszczasz się całościowo. Bo jeżeli pracujesz tylko z ciałem, to nie pracujesz z psychiką. Jeżeli pracujesz tylko z umysłem, to nie pracujesz z ciałem, a wiele blokad mamy w ciele. Jeżeli pracujesz ze wszystkimi poziomami, to po prostu wsiadasz do rakiety kosmicznej. Wtedy to się dzieje harmonijnie.

Z mojego doświadczenia wynika, że proces rozwoju to jest też nauka dawania sobie miłości i nie obwiniania się. Jak nam się coś nie uda, to może właśnie dlatego nam się nie udaje, że jakaś część nas potrzebuje naszej własnej akceptacji. I to jest też praktyka kundalini jogi: obdarzanie miłością. I myślę, że to jest najpiękniejsza praktyka, jeśli uświadamiasz sobie, że możesz zamiast oceniać innych, dzielić się i promienieć miłością.

(…)

Wszystko, co masz w swoim życiu pokazuje ci, co masz w sobie

Pamiętam, że kiedyś często wchodziłam w rolę ofiary. Jak coś się nie udawało, to myślałam sobie „Boże, dlaczego znowu mi się to przytrafiło, inni tak nie mają”. Jednak wraz z praktyką jogi miałam coraz więcej wewnętrznej siły. W pewnym momencie jak już miałam znowu wejść w tą starą znaną ścieżkę, w poczucie ofiary, przyszło do mnie coś takiego: „Hej, to tylko taka gra, którą wybrała sobie twoja dusza po to, żebyś mogła zostawić tę słabość. Bo pod tą słabością kryje się twój ogromny potencjał. Spójrz na to nie jak na karę, tylko na dar. Zobacz, co możesz zyskać. Możesz wydobyć z siebie więcej.” Wtedy zobaczyłam, że zamiast jak zwykle tracić energię poprzez wchodzenie w poczucie bycia ofiarą, otwieram się na dobrą energię i ona do mnie przypływa, czuję swoją moc. Teraz na problemy patrzę w taki sposób, że to jest tylko gra i zastanawiam się, czego mogę się nauczyć, jaki jest mój potencjał. Wtedy wychodzisz z tego silna i słabość znika z twojego życia na na zawsze.

Czasem pojawia się trudny moment na etapie oczyszczania. Wychodzą różne lęki z podświadomości albo wracają wspomnienia jakichś trudnych przeżyć, traum. Trzeba mieć świadomość, że to jest proces czyszczenia i patrzeć na to z poziomu neutralnego umysłu. Jeśli tak do tego podchodzisz, to to na zawsze znika z twojego życia. Jeśli natomiast wchodzisz w te przeżycia, to na nowo zapraszasz je do siebie.

Twoje relacje pokazują ci, jak się zmieniasz. Jeżeli się oczyszczasz, to od razu zmieniają się twoje relacje. Poznajesz nowych ludzi, którzy pokazują ci twoje nowe ja. Popatrz na swoje życie i relacje z dystansem. Wszystko, co masz w swoim życiu, ludzie, sytuacje, okoliczności, pokazują, co masz w sobie. To są podpowiedzi, co masz w sobie jeszcze do oczyszczenia. Sadhana Singh napisał pięknie w swojej książce „Przywództwo i sukces”: wszystko w twoim życiu jest zaproszeniem do wzrastania. To, co trudne, po prostu cię zaprasza do wzrastania. Nie jesteśmy ofiarami, to są tylko wskazówki i tylko tak na nie patrzmy.

Pamiętam, jak pewnego dnia moja mama okazała mi miłość i ja wpadłam w szok, jak to się stało? A ona mi odpowiedziała: ty sama dopuściłaś do siebie tę miłość, otworzyłaś się na nią i od razu to dostajesz. Jak miłość nie płynie, to znaczy że nie ma jej w nas. Na przykład ktoś zachowuje się wrogo wobec ciebie. To znaczy, że tę wrogość ty też masz w sobie. Może jakaś nasza cząstka czuje się tak przez nas traktowana i pojawia się człowiek, który nam to pokazuje.

W trudnej dla nas sytuacji czy relacji, możemy wejść do przestrzeni własnego serca i zadać sobie pytanie: jak zareagowałaby na to miłość? Czy potrafisz zaakceptować to, z czym się zmagasz? Zrób sobie świadomie przestrzeń, nie walcz z tym, potraktuj trudność jak swojego gościa. Nie walcz, zrób sobie przestrzeń, oddychaj, akceptuj i niech to po prostu się dzieje. Daj sobie łagodność.

(…)


Powyższy tekst stanowi fragment wywiadu przeprowadzonego w październiku 2012 roku.

Wywiad poprowadzony i opracowany przez Agnieszkę Narloch.  Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana ani powielana bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właścicielkę praw.
Copyright by Agnieszka Narloch 2016

Advertisements