Tags

, ,

dav

My dream came True / Moje marzenie stało się Prawdą, watercolour on paper, 2013.

Pewnego razu była sobie kobieta. Była ona dobrego serca, ale miała w sobie mnóstwo złości. Zadawnione urazy, a także całkiem świeże zranienia, trzymała zagrzebane głęboko w swoim ciele, tak że chodziła pochylona i zgarbiona pod ich ciężarem. Często złościła się na ludzi, którzy wydawali jej się bezmyślni i hałaśliwi. Denerwowała się na brzydką pogodę, na zaciętą minę sąsiadki, na swoją pustą portmonetkę, nawet na swoje krzywe kolana, których nie znosiła.

Jednego wiosennego ranka wstała i przeciągnąwszy się jak kot, nagle poczuła, że coś jej siedzi na plecach. Były to owe wszystkie złe uczucia, które nosiła w sobie od nie wiem ilu lat. Coś sprawiło – może wiosna budząca wszystko do życia, a może ptak śpiewający w niebogłosy za oknem – że kobieta wreszcie zauważyła nieustająco towarzyszący jej ciężar. „Oh, jak bardzo chciałabym umieć  śpiewać beztrosko jak ten ptak!” pomyślała. „Oh, jak chciałabym umieć delikatnie muskać świat swoim ciepłem, niczym to piękne, wiosenne słońce”, przyszło jej na myśl kolejne pragnienie, a z wraz z nim jedna po drugiej, kap, kap, kap, po twarzy kobiety zaczęły płynąć łzy.

Płakała tak długo, aż pod jej stopami zrobiła się kałuża – cała ze słonych łez. Jednak kobieta nie mogła przestać płakać, mimo że bardzo chciała. Mała kałuża przeistoczyła się w dużą, a potem w jeszcze większą kałużę, aż w końcu wypłynęła za próg domu. Tam wartko i żwawo zdecydowała się popłynąć maleńkim strumyczkiem w dół doliny.

Strumyczek płynął przed siebie, rozgladając się z ciekawością po świecie, aż spotkał go piesek. Piesek ten cały ranek hasał po parku i gonił gołębie, więc był już nieco zziajany. Postanowił napić się wody z rzeki (w którą zdążył już przemienić się strumyk). Ale gdy tylko jej posmakował, zrozumiał, że nie jest to zwyczajna rzeka, lecz rzeka pełna ludzkich łez zrodzonych z prawdziwego żalu.

Piesek merdając ogonkiem ruszył w górę rzeki. Po drodze, jak to piesek, wąchał kwiatki i obsikiwał drzewka. Tymczasem rzeczka znów byla strumykiem, który prowadził wprost do drzwi jakiegoś domu. Piesek podniósł lewą łapę i pchnął stare, drewniane drzwi, które otworzyły się ze skrzypieniem.

Wtedy zobaczył piękną, roześmianą kobietę, która turlając się po całym domu, wołała ile tylko miała sił w płucach: „Mój garb zniknął! Hej! Jestem taka szczęśliwa!”

A ponieważ był to do tej pory bezdomny piesek, kobieta wzięła go do siebie. Odtąd stali się przyjaciółmi i nigdy się nie rozstawali. A rzeczka z biegem czasu stała się całkiem zwykłą, słodką i przepyszną wodą, która poiła zwierzęta i ludzi z całej krainy.


Napisana w styczniu 2012 roku.

Advertisements