Tags

, , , ,

giraffeCook3Mała Żyrafa jak zwykle nie mieści się w stereotypach. Tym razem pozdrawia z miski.

Byłaby to spowiedź, ale…

… ale nie będzie. Bo nie wierzę w grzech. Obrazoburcze? Może. Ja potrzebę ocen wywalam na śmietnik, ale jak ktoś ją ma, to proszę bardzo.

No dobra Narlochowa, do rzeczy! Dawaj to wielkie wyznanie!

Przyznaję się, byłam sztywniarą.

O zgrozo, i nie tylko. Byłam strasznie nieszczęśliwą sztywniarą, nawet jeśli wyglądało na to, że tak nie jest (choć chyba nie mogło?). Byłam strasznie zakompleksiona. Z zawiścią patrzyłam na sukcesy innych. Czekałam na ich porażki. Chciałam usłyszeć: tak, jest mi ciężko, życie jest do dupy. Bo moje życie było wtedy do dupy, lub też raczej ja je takim sama uczyniłam. Bo siebie nie kochałam…

No to proste, tyle, dałam radę to z siebie wykrztusić, i co…? Końca świata nie ma! A raczej jest jego początek! Niby to takie znane i już stereotypowe… początek reszty mojego życia, ale to przecież prawda! Jest koniec i początek, początek i koniec, jeden za drugim, przeplatają się, wdech i wydech, ranek i zmierzch. No i to jest właśnie w życiu fajne. Niespodzianki. Świeżość. I odpoczynek, i pożegnanie. Jest miejsce na wszystko.

Więc byłam sztywniarą.
Pewnie jeszcze jestem?
Bo wiele różnych części w sobie mieszczę.

Najważniejsze, że zaakceptowałam siebie. Taką zwyczajną. A jednocześnie niezwyczajną, bo drugiej takiej przecież nie ma.

I wiesz co? Każdy ma w sobie część całości, i ja mam w sobie część Ciebie, i Ty masz w sobie część mnie, i przeplatamy się w tańcu… A kiedy ja Ciebie oceniam, a Ty oceniasz mnie, to tylko dlatego, że boimy się prawdy. A zobaczenie prawdy o sobie to jest coś fajnego! To takie uwalniające! Cały ten wstyd och, teraz można się z niego śmiać. A kiedyś było to takie ważne i poważne. Tajemnice na każdy temat, który nie wspasowuje się w ładne ramki “mnie”. I cóż za naiwność, i nadęctwo, żeby ciągle tak “ja” jestem taka, “ja” jestem owaka. I co za katusze sobie sama sprawiałam (i pewnie niejednej osobie dookoła mnie też), próbując się zmieniać, ukrywać to, co wydawało mi się niefajne, przerabiać siebie “złą” i “nie taką” na śmaką. TYLKO JAKĄ?

Och, ale sztywniara była ze mnie. Bo się bałam. Najbardziej się bałam, że… zdarzy się coś złego. A wtedy umrę. No po prostu popełnię jakiś błąd, wypadnę z obiegu i umrę. No… i co? Czy moim lękiem zaczarowałam śmierć i nie spotka już mnie? Bałam się mówić głośno, co czuję i myślę. Bałam się BYĆ SOBĄ.

No więc byłam sobą czy nie? Kim byłam? Kim jestem?

I tu jest kawałek najlepszy, najśmieszniejszy. Tego “kogoś” nie ma! Ten “ktoś”, o kim myślałam, że jest mną, nigdy nie istniał! I ta, co myślała, że ma “siebie” też nigdy nie istniała. Ale jaja!

No bo czyje to były myśli? I dokąd sobie poszły? I dokąd dni tamte, co były, się udały? A te, co nadejść niby mają, to skąd przychodzą?

Taka to spowiedź – nie spowiedź. W grzechy nie wierzę. Ani już nawet w wybaczenie. Bo jeśli nie ma grzechu to nie ma i wybaczenia. Kontrowersyjne? A jakk długo chcesz się bawić w grę pod tytułem “przeszłość”? Jak długo chcesz się bawić w grę pod tytułem “ja”? A może zobacz… co jest teraz? No co jest teraz? Powiedz mi!!!

Podasz mi zaraz straszne przykłady zbrodni niewybaczalnych, które się teraz gdzieś dzieją? I wyliczysz wszystkie inne nieszczęścia, jakie nas otaczają? Ale pokaż mi je proszę… TU i TERAZ. Gdzie one są?

“Ale ja też popełniałam zbrodnie… Katowałam SIEBIE! I żyłam jako ofiara. Myślałam, że wszystko, co mnie spotyka, jest winą moich rodziców, społeczeństwa, patriarchatu. Uważałam, że mam prawo się bać. Bo było czego. Przemocy. Bezrobocia. Bezdomności. Samotności. No i co? Stało się coś? Umysł wymyśla fascynujące historie tylko po to, by odwieść moją uwagę od dnia dzisiejszego. Karmiłam się lękiem. Taki nawyk. Ale nawyki da się zmienić. I umysł gdy właściwie poprowadzony może się stać przyjacielem. Jest przecież bardzo przydatny. Tylko trzeba go nauczyć, kiedy może się zrelaksować, a kiedy ma pracować.”
No dobra, pani profesor znów mi się tutaj wdała. Przepraszam :).

Ty tam, pani profesor! Ty już sobie odpuść, co?
No weź ty daj se siana!
Bo na co ci te wszystkie rozważania?

A więc kochani… dalej się bawimy czy wychodzimy już z tego matrixa?

 

Wasza oddana,
Sztywniara.

Advertisements