Tags

, , , , , , , , ,

IMG_0004Dzisiaj będzie o pewnej kobiecie. Prostej, normalnej, cudownej, kochanej i… oświeconej. Ona sama nie lubi używać modnego słowa na O., bo jak mówi, każdy to ma i jest to bardzo zwyczajne.  Poznajcie Dorotę Piotrowicz z Suryt.

 

Na zdjęciu z Dorotą (pierwsza z prawej) malujemy obraz i dobrze się bawimy, a ja uczę się “puszczania”.

Pamiętam, że tamtego dnia czułam się okropnie: zmęczona po szalonym weekendzie w pracy w kawiarni, po raz kolejny tej zimy chora na grypę, miałam wszystkiego dość i wszystko widziałam w czarnych barwach. Poczułam, że dłużej już tak nie wytrzymam.  Tak zwanym przypadkiem tego dnia natrafiłam w internecie na blogu Agnieszki Kawuli relację z jej pobytu w Surytach (zobacz: tu). Poczułam, że natychmiast muszę do Doroty zadzwonić. Krótka rozmowa telefoniczna sprawiła, że podjęłam spontaniczną decyzję: jadę na wakacje na warmińską wieś!

Wylądowałam tam już trzy tygodnie później. W Polsce piękna zima: 15 stopni mrozu, Suryty pogrążone w ciszy i śniegu, od którego uginały się gałęzie sosen. Dom Doroty i jej partnera Nikodema, w którym mieszkają wraz z labradorem Dyzmą i kotką Kasią,  przywitał mnie ciepłem domowego ogniska. Dorota już pierwszego wieczoru, kiedy dotarłam do Suryt,  niczym mama czekała na mnie z garnkiem odżywczego rosołu.  Pyszny, rozgrzewający bulion okazał się tylko preludium do dni obfitych w smakowite i zdrowe posiłki, które Dorota skrupulatnie planowała i ochoczo pichciła. Tymczasem Nikodem usłyszawszy, że czuję się zziębnięta po podróży, natychmiast podkręcił ogrzewanie na maksa, tak że z mojego pokoiku na strychu zrobiła się istna sauna! Tacy są oboje: życzliwi, spokojni, prości ludzie. Po prostu oświeceni. 

Tydzień spędzony głównie na rozmowach, leżeniu na kanapie i raczeniu się kuchnią Doroty to były cudowne wakacje. Gospodyni dbała, żebym naprawdę wypoczęła.  Na moje próby pozmywania naczyń po jednym z posiłków, wykrzyknęła:

Narlochowa, my mamy tutaj układ, przyjechałaś se na holidaya, to bierz w całości!!!

Jak widać już z powyższego przykładu Dorota potrafi do ludzi dotrzeć w nieoczywisty sposób. Kolejny przykład. Jako że obie lubimy malować, pewnego dnia zdecydowałyśmy, że stworzymy wspólnie obraz. Była to świetna zabawa, a dla mnie przy okazji nauka odpuszczenia dawnych nawyków. Dorota nie pozwoliła mi sięgać po małe pędzelki i skupiać się na szczegółach, jak to mam w zwyczaju, gdy maluję. Zamiast tego chwyciła moją dłoń i “kazała” rozmazywać farbę wielkimi pociągnięciami. Coróż dwracała obraz na wszytskie strony albo domalowywała coś, co zmieniało moją koncepcję. W ten sposób zachęciła mnie do zobaczenia rzeczy z nowej perspektywy i nie przywiązywania się do tego, co tworzę.  Pokazała mi, że mogę porzucić ograniczenia, które sobie stawiam tak w malowaniu jak i w życiu.

Powyższe przykłady pokazują, jak w zwyczajny i często zabawny sposób Dorota nakierowuje na to, czego akurat ktoś potrzebuje. Mimo że nie ma formalnego przygotowania, certyfikatów i potwierdzeń na papierze swoich umiejetności, od lat kolejne osoby proszą ją o wsparcie i poradę. Co ich przyciąga? Może jej naturalność, szczerość, bezpośredniość? Ta kobieta jest w kontakcie ze sobą, i na to samo nakierowuje wszystkich, którzy się znajdą wokół niej. Życie, jest proste, tłumaczy. Mówi, że…

…to, czego ludzie szukają, jest tak zwyczajne, naturalne i dostępne każdemu z nas, że aż niedobrze mi się robi, gdy słyszę o jakichś  niesamowitych praktykach, specjalnych kursach i duchowych poszukiwaniach.

Jak sama mówi, nie żaden mistrz ani duchowe praktyki, ale samo życie doprowadziło ją tu, gdzie jest teraz.  A ma za sobą długą i nie zawsze łatwą drogę. Przez 15 lat pracowała w sklepie mięsnym, jej trudna relacja z byłym mężem zakończyła się rozwodem, doświadczyła depresji… Dziś żyje w zgodzie ze sobą  i czuje się szczęśliwa. Oprócz układania bukietów i kwietnych stroików, a także prowadzenia skromnej agroturystyki, Dorota pomaga innym. Ja sama jestem na to doskonałym przykładem.

Niby pojechałam sobie do Doroty na zwyczajne wakacje. A jednak to nie był tylko odpoczynek. W subtelny sposób coś we mnie zaczęło się zmieniać. Pierwszego wieczoru Dorota i Nikodem ostrzegli mnie:

To niby taki normalny dom, ale doświadczysz tutaj tego czegoś. Czasem trudno to zauważyć, gdy nadal tutaj z nami jesteś, ale po powrocie do świata odczujesz różnicę.

Muszę przyznac, że mieli rację. Lecz jak mam określić to, co się u mnie zmieniło? Przez wiele lat byłam bardzo analityczną osobą. Angażowałam się na maksa w emocje, próbowałam  wszystko zrozumieć i wytłumaczyć. Uwielbiałam czytać książki na wszelkie tematy psychologiczne, rozwojowe i tak zwane duchowe. Zaliczyłam mnóstwo warsztatów, metod, psychoterapii. Wszystko po to, by móc kontrolować życie, by coś od niego wyszarpać, znaleźć sposób na zadowolenie i szczęście. Wizyta u Doroty sprawiła, że odpuściłam. Przestałam szukać. W miejsce walki pojawiła się akceptacja.  Czuję, że odzyskałam siebie i moje życie.

Wraz z akceptacją i odpuszczeniem wysiłku, starań i walki pojawiła się przestrzeń na kreatywność w każdej postaci. Stałam się bardziej radosna, zadowolona i dużo bardziej produktywna. Rzeczy, które kiedyś zabierały mi miesiące, teraz zajmują dni. Czuję, że bardziej płynę z życiem, nie kontroluję się już tak jak wcześniej. Przestałam analizować i planować. Żyję dniem dzisiejszym, pozwalam życiu się dziać. Po prostu oświeciło mnie, mówię Wam! No i nauczyłam się od Doroty robić pyszną  kawę z kardamonem i innymi przyprawami :)

W jaki sposób Dorota mi pomogła? Nie pytajcie mnie, bo nie wiem. Ona po prostu JEST SOBĄ  i w ten sposób ja też mogłam sobie pozwolić BYĆ SOBĄ. Odbyło się to naprawdę w zwyczajny, fajny sposób. Podam przykład. Podczas pierwszego dnia mojego pobytu w Surytach, gdy Dorota usłyszała, że mam plan każdego dnia wstawać rano i iść na spacer, by skorzystać z pięknej zimy i światła, wykrzyknęła – “No co ty! W Surytach niczego się nie planuje! Daj se siana!” No więc dałam… i  tak mi już zostało.

PS 1. Moje pierwsze doświadczenia po wakacjach w Surytach opisałam w wierszu, który możesz przeczytać TU.

PS 2.  Artykuł ten nie jest sponsorowany. Napisałam go z wdzięczności do Doroty i radości ze zmiany, jaki przyniósł w moim życiu pobyt u niej w Surytach. Jeśli czujesz, że Dorota też może Ci w czymś pomóc, możesz się z nią skontaktować. Za jej zgodą podaję do niej numer telefonu: 0666 578 408 (z zagranicy 0048 666 578 408).

20160107_142321Mała Żyrafa spędzająca miło czas wakacji w Surytach. Podobnie jak ja, dni spędzała głównie na robieniu niczego.
Little Giraffe enjoying holiday time in Suryty. She was mostly (similarly to me) doing nothing.

Advertisements