Tags

1

Zaprzepaszczone,
pogrążone w ciszy,
w żałobie

rozmyło się we mgle ułudy –
nigdy go nie uzyskałam.
Mojego Królestwa.

Królestwo zazwyczaj się dziedziczy
w linii męskiej.
Ewentualnie można je zdobyć,
a wraz z nim dostać gratis pannę młodą z blond warkoczem.

Nie kwalifikuję się pod żaden z powyższych przypadków.

Skarbce pełne złota
piwnice pełne trupów
pewno i smok gdzieś się ukrywał
bogate komnaty
stoły uginające się od tłustego jadła
giermkowie, poddani, służący –
nie o takim królestwie marzyłam.

Marzyłam o
domenie królowej

Byłaby to raczej stara drewniana chata w środku dzikiego lasu

Wieczorami
tańczyłabym wokół ognia

Rano piekła słodkie drożdżówki.

A może byłaby to pracownia na strychu
z dobrym światłem do malowania
scena w teatrze
własny pokój, maszyna do pisania
byłoby to może laboratorium
może posada dyrektorki wielkiej korporacji
a może po prostu
pensja godna wysiłku i talentu.
Przestrzeń miasta nocą,
gdzie jesteś bezpieczna,
biblioteki wypełnione po brzegi historią twoich przodkiń,
a wiadomości w TV…

ech, to tylko mrzonki –
wszystkie wiemy, że historię i politykę tworzą zwycięzcy,
po bożemu to on jest na górze, a ona na dole,
a słowa zwyciężczyni i cipka brzmią zbyt feministycznie, głupio, wstydliwie i niewłaściwie,

by po raz kolejny się nie dać i bez wytchnienia
szukać, gryźć i drapać, i marzyć
o Własnym Królestwie.


Wiersz ten napisałam latem 2014 roku na emigracji w Edynburgu. Mieszkałam wtedy w hostelu dla bezdomnych kobiet i pracowałam jako sprzątaczka w domu gościnnym.Po pracy często patrzyłam w sufit i zastanawiałam się, jak zmienić moje życie i karierę. Szukałam, gryzłam i drapałam, i marzyłam o Własnym Królestwie.

Advertisements